Woda z mózgu

Piórem analityka…

Doradca Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, Roman Kuźniar, korzystając z autorytetu wynikającego z tytułu naukowego profesora oraz w oparciu o swoją najlepszą wiedzę, podczas audycji w Radiu Tok FM w dniu 12 kwietnia br. odkrył, że Jarosław Kaczyński pójdzie do piekła. To kluczowe dla polskiej nauki odkrycie poczynione przez specjalistę do spraw stosunków międzynarodowych znacząco przybliża nas do uznania państwowości Piekła (prawdopodobnie na prawach zbliżonych do Watykanu) i wyznaczenia w nim pełnomocnego ambasadora. Ta ironia jest wymuszona. Wynika poniekąd z osobistego zażenowania niżej podpisanego, a poniekąd z irytacji.

Naukowcy trwonią swój autorytet, angażując się w prymitywne, utylitarne działania. Naukowcy w polityce, reklamie, show-biznesie, bazując na autorytecie uzyskanym przez całe środowisko akademickie, realizują swoje indywidualne interesy lub aspiracje, służące ich karierze. Porzucają akademicką konwencję i aparat. Odrzucają naukową odpowiedzialność za słowo. Ale pozostają przy tytule naukowym, który wyznacza ich status. Ten mechanizm bywa stosowany coraz częściej i to przez osoby sympatyzujące z rożnymi środowiskami politycznymi. W tym miejscu był wcześniej akapit o etyce. Opisywał sytuacje wielomiesięcznego głoszenia określonych poglądów i ocen z perspektywy rzekomego obiektywnego eksperta, a następnie przyjęcia propozycji kandydowania w wyborach lub objęcia urzędu z ramienia swojego politycznego mocodawcy. Ale uznałem, że nie jestem etykiem i w tych kategoriach nie będę nikogo oceniał. Interesuje mnie wyłącznie wymiar komunikacyjny tego rodzaju zachowań i jego skutki.

Naukowcy jako grupa zawodowa (osoby posługujące się tytułem profesora) cieszą się w Polsce największym zaufaniem opinii publicznej. Ten szacunek i zaufanie nie wynikają z indywidualnych dokonań (poza szczytnymi wyjątkami), a z przeniesienia tej postawy z całego środowiska akademickiego na indywidualnych jego przedstawicieli. A to przeniesienie skutkuje poczuciem wiarygodności wypowiadanych przez te pojedyncze osoby twierdzeń i sądów.

Dla przyjęcia poglądów politycznych wymagane jest zaledwie średnie (lub niskie) zaangażowanie. Mechanizm autorytetu sprawia, że mając zaufanie do źródła, jesteśmy gotowi przyjąć za prawdziwe twierdzenia tego źródła pod tym warunkiem, że zagadnienie nie wymaga istotnego zaangażowania, a im niższe wykształcenie odbiorcy, tym wpływ ten jest większy. Naukowcy są zatem znakomitym narzędziem kształtowania postaw opinii publicznej w sposób zgodny z oczekiwaniami polityków. Trzeba przy tym jednak zauważyć, że poglądy autorytetów skrajnie niezgodne z opiniami odbiorców zostają odrzucone, ale także postawa wobec takiego autorytetu ulega istotnemu przewartościowaniu (na niekorzyść). Autorytety sprawdzają się zatem w zakresie treści neutralnych lub takich, wobec których odbiorca nie posiada wyrobionych poglądów.

Odrębnym zagadnieniem jest, iż postawy nie są tożsame z zachowaniami. Oddanie głosu w wyborach wymaga już istotnego zaangażowania. W takich warunkach wyborca podejmuje decyzje nie tylko na podstawie przekonań ukształtowanych m.in. w oparciu o poglądy autorytetów, ale także kierując się (często krótkotrwałymi) emocjami i działając pod wpływem impulsu. Ta teza stoi (jako jedno z uzasadnień) u podstaw rozbieżności pomiędzy notowaniami sondażowymi, a wynikami wyborów. Analiza historyczna dowodzi, że w każdych wyborach rzeczywisty wynik ugrupowań lub kandydatów masowo wspieranych przez inteligencję jest niższy, aniżeli poprzedzające je sondaże.

Politycy wykorzystują naukowców do kreowania odpowiednich poglądów opinii publicznej. Skutkuje to krótkotrwałymi zmianami deklarowanego poparcia społecznego i utratą wiarygodności tych naukowców. Nie wpływa jednak w dłuższej perspektywie na wyniki wyborcze. Więc czy warto?

dr hab. Adam Grzegorczyk

Archiwum wpisów

Październik, 2017
NPnWŚ CPS
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
(rok)
(miesiąc)