Napieralski na premiera!

Piórem analityka…

Odejście Bartosza Arłukowicza do PO nie jest przypadkiem. Z perspektywy PO to szczwany zabieg, który ma zagwarantować zwycięstwo wyborcze w lewicującym Szczecinie oraz punkt czy dwa w sondażach krajowych z mocno złudną nadzieją na utrzymanie ich w wyborach. Bo Arłukowicz to lewica, a Platforma musi walczyć o lewicowy elektorat, nawet ryzykując poważne osłabienie prawego skrzydła i wzmocnienie PJN (co już się zdarzyło w Łodzi).

Ludzie o poglądach lewicowych stali się języczkiem u wagi w perspektywie nadchodzących wyborów. Paradoksalnie, tendencję przyrostu elektoratu o tego rodzaju poglądach obserwujemy od czasu katastrofy smoleńskiej. Oczywiście, nie jest to elektorat jednolity. Oprócz grupy tradycyjnie identyfikującej się z lewicą (obecny elektorat SLD), z powodów czysto ekonomicznych lewicujące inklinacje zaczęła wykazywać dominująca część młodzieży w wieku 18-25 lat (już w wyborach prezydenckich blisko połowa tej grupy, wbrew uprzedzeniom ideologicznym, poparła Jarosława Kaczyńskiego), porzucając fascynację liberalną ekonomią i Donaldem Tuskiem (powody starczyłyby na całą książkę). Drugą częścią niezagospodarowanego elektoratu sprofilowanego prospołecznie są (znowu paradoks) osoby w wieku 25-45 lat, z wyższym wykształceniem, mieszkające w dużych miastach, młoda polska inteligencja. I prawdopodobnie o tę grupę (o jej odzyskanie) walkę toczy PO.

Nie można zakładać, aby Grzegorz Napieralski nie miał świadomości tych okoliczności. Podstawowym jest zatem pytanie dlaczego nie podejmuje żadnych prób, aby ten potencjalny elektorat, a programowo sobie bliski (szacowany nawet na 15-20% wyborców) okiełznać i pozyskać. Przecież tak wzbogacone SLD mogłoby nie tylko przeskoczyć w sondażach PiS, ale podjąć równą walkę o zwycięstwo wyborcze z SLD. Napisałem SLD? To freudowska pomyłka. Walkę o zwycięstwo wyborcze z PO. Ale skąd taka pomyłka? Ano stąd, że powodem zaniechań Napieralskiego jest właśnie hipotetyczna walka o przywództwo w SLD. Napieralski bardziej boi się oponentów w partii i ewentualnych osobowości, którymi musiałby się otoczyć, aby walczyć o zwycięstwo w wyborach, niż przeciwników w postaci PO czy PiS. Napieralskim coraz silniej kieruje obawa przed oddaniem władzy w partii. Na co zatem liczy? Kalkulacja lidera SLD wydaje się mimo wszystko dość perfidna: przy obecnym układzie sił, przy uzyskaniu 15-18% głosów w wyborach, SLD będzie trzecią, a być może ostatnią partią reprezentowaną w sejmie. Jednak istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że PO nie uda się samodzielnie zbudować większości i koniecznością stanie się tworzenie rządu koalicji. Nie jest oczywiste, jaka to będzie koalicja. W wypowiedziach publicznych Napieralski odżegnuje się od rozmowy na ten temat, nie wykluczając żadnego rozwiązania, dopuszczając tym samym także koalicję z PiS. Z perspektywy Napieralskiego taka koalicja miałaby tylko jeden sens: jedynie w tym układzie miałby szanse zostać premierem. Za powrót do władzy PiS zapewne byłby gotów zapłacić cenę równą stanowisku premiera. Ziściłyby się deklaracje prezydenta Komorowskiego, że premierem nie musi być lider zwycięskiego ugrupowania.

Napieralski popełnia podstawowy błąd logiczny. Obawiając się rozłamu lub zamachu stanu w partii przed wyborami, pomija okoliczność utraty części posłów na rzecz PO (Katarzyna Piekarska, Ryszard Kalisz i inni bez oporów i skrupułów dołączą do Arłukowicza) już po wyborach i po deklaracji SLD przystąpienia do koalicji z PiS. Napieralski zapomina, że perspektywa czterech lat kadencji rozluźnia więzy partyjne, a wielu potencjalnych parlamentarzystów SLD nie zechce swoimi nazwiskami firmować koalicji z Jarosławem Kaczyńskim. W tych okolicznościach rząd utworzy jednak samodzielnie PO, a premierem będzie Donald Tusk. Kalkulacje Napieralskiego są zatem z założenia fałszywe, a wizja premierowania zaburza zapewne zdolność racjonalnego myślenia.

dr hab. Adam Grzegorczyk

Archiwum wpisów

Październik, 2017
NPnWŚ CPS
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
(rok)
(miesiąc)