Ostatnie 5 minut Joanny K.

Piórem analityka…

Zażenowany czuję się, podejmując ten temat, ale wszystkie media naokoło huczą tą historią. Na początku lat 80-tych dywagacje dotyczyły tego, wejdą, czy nie wejdą. Dziś poważni ludzie deliberują: wyjdzie czy nie wyjdzie. A jak wyjdzie, to czy wejdzie. Choć sprawa jest chyba obrzydliwie trywialna.

Kilka miesięcy temu Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego i była współpracownica zmarłego tragicznie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, skrytykowana i zmarginalizowana w partii, zdecydowała się opuścić szeregi Prawa i Sprawiedliwości i wspólnie z grupą podobnie myślących polityków założyć nowe ugrupowanie, którego celem miało być krzewienie ideałów podnoszonych w niedawno zakończonej kampanii prezydenckiej i programu ś.p. prezydenta. Po tych kilku miesiącach, wobec nikłego wyniku sondaży nowo utworzonego ugrupowania, Pani Joanna zdecydowała się zrezygnować z przewodzenia PJN. Dalej nie wiem, a spekulacje dotyczą tego, że jutro pojawi się na kongresie zawsze atakowanej przez nią Platformy Obywatelskiej i dołączy do jej szeregów.

Nie mogę wykluczyć, że tak się stanie. Dla ludzi zanurzonych w politykę, to udział w niej jest celem. Więc może być tak, że Joanna Kluzik-Rostkowska przestała wierzyć w sukces swojego dziecka i ratuje skórę, przechodząc do ugrupowania gwarantującego miejsce w sejmie kolejnej kadencji. Tyle, że to nie tylko zdrada, ale zdrada perfidna. I takie wyłącznie mogą być komentarze dla takiej (ewentualnej) decyzji.

Trzeba w tym miejscu zauważyć, że Joanna Kluzik-Rostkowska jest politykiem o bardzo lichym warsztacie (czemu pokaz dała m.in. podczas sejmowej debaty o OFE), a jeszcze gorszym partyjnym przywódcą. Brak programu nowej partii jeszcze da się uzasadnić postpolitycznym nastawieniem naszego społeczeństwa. Ale Pani Joanna nie zadbała nawet o stworzenie jakiegokolwiek zaplecza eksperckiego, które na ewentualny sukces nowej partii miałby pracować. Nie wykorzystała potencjału wynikającego z osłabienia zarówno Jarosława Kaczyńskiego (strategiczno-mentalnego), jak i PO (poparcie społeczne). Nie wykorzystała zatem niczego z potencjału, jakim dysponowała.

Obalmy też złudzenia. Platforma może być zainteresowana tą kandydaturą nie dlatego, że to jest wybitny polityk i ma zdolność mojżeszowego prowadzenia narodu, ani dlatego, że obecność tej pani na listach PO osłabi któregokolwiek z jej konkurentów (a jestem gotów poważnie bronić tezy, że po odejściu JKR PJN zacznie zyskiwać w sondażach), ale dlatego, że od lat PO jest słaba na Śląsku, a po rewolcie Palikota z Kutzem na czele, w tym okręgu Platforma nie ma dobrych kandydatów. Jest to zatem podobna próba przyciągnięcia lokalnego elektoratu, jak w eurowyborach z udziałem Mariana Krzaklewskiego. Jest to ta sama strategia, co z Arłukowiczem (do sejmu ze Szczecina) i Pioniorem (do senatu z Wrocławia, gdzie PO jest poważnie zagrożona aktywnością prezydenta Dutkiewicza).

Polacy są przywiązani do tradycji, wartości, honoru. To główne kategorie wyborów politycznych. Dlatego nie oddadzą głosów na Joannę Kluzik-Rostkowską, startującą z listy PO. Partia kreuje w ten sposób wizerunek politruków, dążących do władzy za wszelką ceną, przy wykorzystaniu przekrętów, zdrad i kłamstw. I to w Polsce nie popłaca. A Joanna Kluzik-Rostkowska może skończyć jak Krzaklewski: zhańbiony, oderwany od pierwotnych zwolenników i bez mandatu.

dr hab. Adam Grzegorczyk

Archiwum wpisów

Grudzień, 2017
NPnWŚ CPS
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31
(rok)
(miesiąc)