Premier dał się rozegrać

Piórem analityka…

Odwlekanie terminu opublikowania raportu o przyczynach katastrofy smoleńskiej ma swoje przyczyny i skutki. I nie sam raport, czy jego treść, budzą obecnie zainteresowanie opinii publicznej, a właśnie okoliczności jego opublikowania lub jego zaniechania.

Najpierw o przyczynach odwlekania. Decydentem opublikowania raportu jawi się premier, jednak ta sprawa nie wydaje się w pełni jednoznaczna. Jednak z hipotez mówi, że premiera celowo wprowadzono w błąd co do konieczności uprzedniego uzyskania tłumaczeń raportu. Komu mogło na tym zależeć? Tu sprawa wydaje się jasna. Osobom, które znają całość albo część treści raportu i których wizerunek lub odpowiedzialność zostanie w tym raporcie obciążona. Oczywiście, nie znamy treści raportu, ale zakulisowe doniesienia, przecieki i zwyczajna intuicja podpowiadają, że mogą to być pewne środowiska związane z armią, ewentualnie z kancelarią premiera. Układ sił w zakresie procedury związanej z raportem wskazuje jednak zdecydowanie na tę pierwszą grupę. Jaki interes miałby mieć minister Klich lub jego podwładni, wstrzymując opublikowanie raportu? Pozornie żaden, ale klucz prawdopodobnie leży w sferze czasu. Może chodzić o zamknięcie list kandydatów do parlamentu, może o prowadzone postępowanie personalnej promocji (np. stopnie generalskie), a może o banalne utrzymanie stanowisk do czasu wyborów (np. dotrwanie do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego). Trzeba przy tym zauważyć, że tę zwłokę mógł sprowokować nawet tylko jeden zainteresowany i to nie koniecznie postawiony bardzo wysoko w hierarchii armii.

Inna hipoteza to taka, że sam premier celowo zdecydował odroczyć termin opublikowania reportu np. aby opóźnić rozpoczęcie debaty nad nim i przykryć nią inne, niekorzystne dla siebie sprawy (np. kampanię reklamową PiSu, pogarszający się stan polskiej gospodarki, wpływające na przyszłość Polski kłopoty Unii), jednak ta hipoteza nie broni się w świetle oświadczenia premiera, że raport zostanie bezwzględnie opublikowany 29 lipca. Jeśli miał być przykrywką, to premier źle wybrał czas jego opublikowania, bo akurat w tej dacie nie będzie miał czego przykrywać, a uzasadnienie, że do tego dnia tłumacze zostali zobowiązani do zakończenia pracy, brzmi przekonująco. Co więcej, ta hipoteza osłabia się w kontekście skutków opóźnienia, których premier musiał być świadomy, podejmując decyzję.

Niezależnie od treści raportu, opóźnienie w jego publikacji bezpośrednio obciąża wizerunek premiera w sposób szczególnie niekorzystny, jest to bowiem okoliczność, która podważa jego osobistą wiarygodność i rzetelność w informowaniu opinii publicznej. Nie tylko przeciwnicy, ale także obiektywni (o ile tacy są) komentatorzy zwracają uwagę, że uzasadnienie odroczenia publikacji raportu koniecznością ukończenia tłumaczeń jest miałkie i nieprzekonujące, podkreślając, że nie jest to prawdziwa przyczyna tej decyzji i snując domysły co nią jest. Premier, autoryzując tę decyzję, traci na wizerunku być może bardziej, niż na samej publikacji nawet najbardziej niekorzystnych dla przedstawicieli rządu tez tego raportu. Oczywiście, moje oceny formułuję przed zapoznaniem się z jego ostateczną treścią, jednak nie spodziewam się w raporcie jakichkolwiek ocen, których nie znalibyśmy z wcześniejszych denuncjacji mediów. Być może jednak znajdziemy tak rewelacje na miarę samej katastrofy. Oby nie, bo do wyborów będziemy musieli mówić już tylko o tym.

dr hab. Adam Grzegorczyk

Archiwum wpisów

Październik, 2017
NPnWŚ CPS
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
(rok)
(miesiąc)