Premier traci władzę

Piórem analityka…

Stan jest taki, że słupki premiera, rządu i PO spadają. Dzieje się tak konsekwentnie od czasu wyborów i nie byłoby w tym niczego dziwnego, bo generalnie rządy się wypalają, a politycy przestają zachwycać, ale w tym przypadku przyczyn tych tendencji doszukuję się w samym Donaldzie Tusku i jego najbliższym otoczeniu. Na etapie tworzenia rządu Tusk popełnił szereg błędów, które do dziś się mszczą. I nie chodzi o błędy personalne, albo nie tylko. Przy tworzeniu składu gabinetu nie została zastosowana jednolita metoda doboru ministrów, co świadczy, że premier od początku nie miał koncepcji na to, czym ten rząd ma być. Z expose wynika, że ma rozwiązywać problemy i realizować reformy ustrojowe. Rząd ma bezpieczną parlamentarną większość, swojego prezydenta. W partii Tusk jest póki co niezagrożony. Zatem dla realizacji celu tego rządu należałoby wybrać kompetentnych strategów, fachowców, znających się na rozwiązywanych problemach, bez specjalnego poparcia partyjnego i nie koniecznie z jakimś gruntownym przygotowaniem politycznym. Takich osób jednak w rządzie znalazło się mało. Zamiast tego w kluczowych, bo związanych z perspektywicznie najważniejszymi problemami i wydarzeniami ministerstwach (reforma służby zdrowia, EURO 2012) Tusk obsadził dość doświadczonych polityków o nieznacznej pozycji partyjnej i zerowych kompetencjach merytorycznych (Arłukowicz, Mucha). Jednocześnie premier pozbył się ze swojego najbliższego otoczenia kluczowego stratega i mediatora poprzedniego gabinetu - Michała Boniego. Te wszystkie decyzje sprawiają, że premier nie dysponuje sprawnymi ośrodkami strategiczno-decyzyjnymi ani w swojej kancelarii ani na kluczowych stanowiskach ministerialnych. W kategoriach debaty publicznej - tego rządu nie ma, a traci na tym wizerunkowo przede wszystkim sam premier, którego propagandowy urok dodatkowo gdzieś wyparował. Może dlatego, że jego spin-doktor zajmuje się pisaniem fabularnych książek.

W ostatnich dniach głównym tematem mediów jest, czy koalicja przetrwa. Od dnia powołania tego rządu twierdzę, że nie i daję jej czas do czerwca. Najpóźniej wtedy, pod wpływem masowych protestów społecznych, spadających sondaży i narastających problemów Pawlakowi wygodnie będzie odciąć się od nieudolnych rządów Tuska i zacząć go otwarcie atakować. Spór w sprawie reformy emerytur jest jedynie wstępem do tej gry. A lider ludowców już przygotowuje się wewnętrznie (na kongres partii) i zewnętrznie (prawdopodobnie na jesień - szkoląc własne kadry) do wyborów. Jednak ten scenariusz już nie jest tak pewny.

W obecnej sytuacji sondażowej jedynym ugrupowaniem potencjalnie zyskującym na nowych wyborach jest Ruch Palikota. Hipotetyczny wynik wyborczy tego ugrupowania do osiągnięcia jesienią zrównywałby je z PO i PiS oraz dawałby znakomitą zdolność koalicyjną. Prawdopodobnie rządzenie nie jest szczytem marzeń Palikota, który ewidentnie za cel przyjął sobie osobistą prezydenturę. Dlatego czy Palikotowi będzie opłacało się w trudnych warunkach społecznych i ekonomicznych współtworzyć rząd, mam wątpliwości. Może być jednak i tak, że w moich rozważaniach wychodzę za daleko, a ludzie Palikota łakną władzy jak dżdżu.

Bardzo prawdopodobnym scenariuszem jest też rozpad PO, przejście dużej grupy posłów tej partii do Ruchu Palikota jeszcze w tej kadencji z równoczesnym przesileniem w Platformie, pozbyciem się Tuska i objęciem przywództwa w partii przez Grzegorza Schetynę. Tak odchudzona PO mogłaby być gotowa pójść do przyspieszonych wyborów.

Jednak żadna z tych konfiguracji nie skutkuje sukcesem dla Polski.

dr hab. Adam Grzegorczyk

Archiwum wpisów

Październik, 2017
NPnWŚ CPS
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
(rok)
(miesiąc)